::księga gości ::


2007
styczeń
2006
grudzień
------------
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

2.01.2007
Oj działo się, działo. Tak! Mowa oczywiście o sylwestrze! Na początku wydawało się, że nic takiego mnie nie czeka. Nie mieliśmy(ja, szczurek i molu) się gdzie podziać, więc sobie chodzilismy po dworze. No, ale głupi ja wkońcu zaproponowałem, że jak rodzice siedzą u babci to zaprosze ich do siebie. I zaczęło się. Wyciągneliśmy Bolsa (0,5) i zaczęliśmy pić. Pierw zrobiliśmy sobie drinka z sokiem brzoskwiniowym (fuj) ale stwierdziliśmy że jest to obrzydliwe, to zaczęliśmy pić z kielona. Molu odpadł po 1 bo mu sie niedobrze zrobiło, szczurek ciągle pił ten drink którego nie dopił a ja sobie spokojnie sam piłem bolsa. Gdy już była końcówka dołączył się szczurek i razem to wypiliśmy. Mineła tak godzinka, aż wkońcu postanowiliśmy pójść jak co roku na Pigal. Po drodze zachaczyliśmy po Chmiele(niewiem czemu) Tak więc dotarliśmy na pigal, czułem się lajtowo, nawet takiej bani nie miałem. Ale gdy wybiła 24... napiłem się troche szampanu i zaczęło się! Zacząłem się z wszystkimi witać, a później... Pamiętam tylko jak się obudziłem obolały bez spodni we własnym domu. Pierwsze co pomyślałem, to była prośba do Boga o to, żeby obok mnie nie było rzygów. Ale! Oczywiście podniosłem głowe a pode mną dywan leżał obrzygany i troche kanapa, na której leżałem! Zajebiście, jak tu sie nie wkurwić?! Patrze na zegarek- 12:37(lol, że ja to pamiętam) Biore się za czyszczenie. Jebie niezmiernie, właściwie niewiem czemu wierzyłem że to wyczyszcze do pobudki moich rodziców. No ale pracowałem jak mrówka nie zwracając uwagi na zawroty głowy, obolałe ciało i smród po rzygach. Ale stało się! Obudzili się. Już liczyłem ostatnie sekundy życia, kiedy to tata spojrzał na mnie i powiedział: sprzątaj to! No, nawet gdyby tego nie powiedział, bym i tak to sprzątał. Zabrałem odkurzacz, nalałem do miski wode z płynem do prania. Namaczałem i odkurzałem. W międzyczasie obudziła się mama. Ona też spokojnie przekazywała mi wskazówki co i jak robić. Sprzątałem tak jakieś półtorej godziny. Aż wkońcu nie mogłem już dalej ,bo natura na to nie pozwalała. Odstawiłem odkurzacz i poszedłem spać. Obudziłem się za 2h. Zeszłem do pokoju w którym były żygi. Na fotelu siedział tata i oglądał skoki narciarskie. Przysiadłem się i zacząłem rozmawiać, omijając temat żygów. Tak sobie gadaliśmy, aż wkońcu gdzieś pojechał. Ja próbowałem to jeszcze czyścić, no ale to moje 'czysczenie' nie pomagało. Poszedłem do mamy po jakąś rade. Ona powiedziała mi żebym to spróbował wodą z octem umyć. No i tak też spróbowałem. Nawet ona mi pomagała. Na zmiane woda z octem, z płynem i odkurzacz. Wkońcu zwinąłem poduszki od kanapy do pralki. Dywan zostawiłem. Myślałem że smród minie. Jakoś wytrwałem do końca dnia oglądając telewizor, a międzyczasie nawet zagadałem do szczurka co sie ze mną działo. Powiedział mi że sie wywaliłem pare razy, że dostałem w ryja od kogoś no i że on mnie doprowadził do domu i położył spać. Rano miałem normalnie iść do szkoły, ale ból nie pozwolił mi się ruszać. Dostałem opierdol od mamy za całokształt. Przemyślałem sprawe- poszedłem ją przeprosić za ostatnie wydarzenia z postanowieniem poprawy. Później zwinąłem dywan i zawiozłem go z tatą do pralni chemicznej.
Musze serio się jakoś poprawić... na pewno kończe z piciem. Wogóle musze się jakoś ogarnąć. CDN...
magiq 2007-01-02 16:19:25
skomentuj (0)
25.12.2006r
Od statniego wpisu wiele się zdarzyło. W ostanich dniach szkoły miałem duzo do poprawy, lecz także miałem czas na leniuchowanie, czego było zdecydowanie więcej. Niewiem, czy ja już jestem taki rozpieszczony czy co, ale na tydzien w który musiałem być w szkole, byłem w niej bodajże na... 4 lekcjach. No po prostu ogarneła mnie jakaś mania chodzenia na baje. No ale bez przypału napisałem sobie legalnie usprawiedliwienie(ups! czy ja powiedziałem legalnie?). No ale dosyć szkoły, bo to już było. Teraz troche rzeczy przyjemniejszych (jak dla kogo), a mianowicie święta, czy jak kto woli Boże Narodzenie. No niby taki wyczekiwany dzień, a niczym sie nie różnił od innych. Rano (około 14) wstałem, zjadłem sniadanie, później siedziałem przed kompem do 17~, później zjadłem jakże ''wyczekiwaną'' wigilijną kolacje (trzeba przyznać że była całkiem dobra). Po kolacji przyszedł czas na ''magie'' prezentów. No cóż, nie że byłem rozczarowany bądź niezadowolony z prezentu, bo dostałem co chciałem, ale czegoś mi tu brakowało. Może to przez to że już nie potrafie się cieszyć jak dziecko z wypragnionej zachcianki? Jak to mawiają: chuj go wi. Po tej całej uroczystości, jak co roku, pojechaliśmy odwiedzić babcie. No i tutaj dopiero zaczęło być ''fajnie'' (nie liczyć stłuczonej szkalnki którą to stłukłem pod wpływem... mocnej hebraty). U babci popatrzyłem sobie na dorastającą, roczną kuzynke, porozmawiałem z wujkami i z ciociami, napiliśmy się wspólnie wcześniej wspominanej moznej herbaty... no było zajebiście. Koło 23 wróciłem z bracikiem do domu, po czym poszedłem na pasterke. Właściwie nie wiem czemu jest kościół otwarty, bo raczej większe zainteresowanie w pasterke było kierowane na jedyny otwarty monopolowy. Taa, wszystko by było zajebiscie noo ale grupka podpitych żuli stała obok takiego sklepu. Tak więc musieliśmy (bo byłem z 'ekipką') iść do innego, który był 'kawałek' drogi dalej. No ale jak to mawia przysłowie- dla chcącego nic trudnego. Po dotarciu, zadzwoniłem do okienka trzymając w dłoni marne 7 złotych oczekując na ładną panią która poda mi napój bogów. Doczekałem się starszej pani, która zamiast napoju bogów podała mi jakieś2 nalewki litrowe, za które dałem owe 7zl. Jedna się zwała bodajże 'Super Wiśnia' a druga 'Mocny Malinowy'. Właściwie to nie zwracałem na to uwagi i chcąc szybko przejść w stan nieważkości otworzyłem ową nalewke, wysączyłem łyka i powiedziałem głośno: "O Kurwa!". Tak, to był okrzyk sygnalizujący obrzydzenie. Mój partner od picia także wypił łyk, po czym sie pożygał. Wywalił to jak najdalej mógł. Ja się jeszcze przez chwile męczyłem, no ale nie chciałem ryzykować stracenia płodności, lub innej przemiany w mutanta i postąpiłem podobnie. Głupio było w pasterke nic nie wypić, więc poszedłem kupić dwa browary. Szybciutko wziąłem się za sączenie, aż po minucie nic już nie było (dosłownie!). Nie miałem już ani browaru, ani kasy, ani żadnych perspektyw. Znużeni (bo moja 'ekipa' też nie była zbytnio zadowolona) poszliśmy w strone pigala(czytaj: park na którym spożywana jest duża ilość alkocholu oraz innych rzeczy których rodzice zabraniają, skrót PNKSJDIAOIRKRZ) ale po drodze stwierdziłem że 'to' nie ma sensu i poszedłem do domu. Próbowałem obejżeć jakiś film, ale nie umiałem sie skupić. Skończyłem ten dzieć tradycyjnie- w swoim łóżku z książką w rękach.
Rano dziwacznie wcześnie się obudziłem. Strasznie się zdziwiłem gdy na moim zegarku widniały cyferki 10:02. No nic, olewając ten fakt poszedłem oglądać TVN Turbo. Później pograłem na komputerze(nie W Komputer, jak to dresy mówią). Koło 14 pojechaliśmy (rodzinka) na obiad do babci. No i co tu dalej dużo mówić? Nażarłem się jak nigdy, obejżałem pare filmow na TVNie (leciały bodajże Uciekające Kurczaki i Głupi i Głupszy) Pogadałem z rodzinka i koło godziny 19 wróciliśmy do domu. Przebrałem się, ogarnołem troche pokój i zabrałem się za pisanie. No cóż, do następnej notki?

PS: Prezenty: Buty(Timberland), Zegarek, Long Shirt, Kosmetyki i 50zl.

magiq 2006-12-25 20:23:35
skomentuj (0)
13.12.2006r
Dlugo rano leżałem w łóżku zanim zdobyłem się na to by wstać. Ale zrobiłem to! Uniosłem moje dupsko i jakimś prawem wyszedłem z łóżka. Rano jak co rano robiłem to zwykle- wylałem sie, obmyłem buźke... była godzina 11:30. Doszło wkońcu do mnie to, że dziś nie ide do szkoły. Jestem niby chory(w poniedziałek mnie bolała po szkole głowa i uznałem się za chorego). Do dzisiejszego dnia mama pozwoliła mi pozostać w domu. Jestem jej za to wdzięczny, ale byłbym bardziej gdyby nie wypominała mi tego przez cały dzień. Po porannej toalecie, doczołgałem się zaspany do kuchni. Mamy w domu nie było. Otworzyłem chlebak i ku moim oczom ukazał się piękny widok- w chlebaku nie było chleba! Zirytowany tym faktem zacząłem się rozglądać po kuchni co by tu sporzyć. Wońcu pomyślałem sobie- Hej! wczoraj były mielone na obiad! Tak więc zabrałem sobie jednego z dwóch kotletów które były przeznaczone na mój dzisiejszy obiad i zjadłem go jakby był on moim zbawieniem. Teraz gdy głód nieco minął bez żadnych planów na dzień, poszedłem na komputer. Dzień wcześniej zostawiłem go na noc, bo ściągałem 2 filmy. Na szczęście były one już na moim dysku. Wyłączyłem programik i zabrałem się za granie w FIFE07. Po 10 minutach znudziło mi się i zacząłem serfowac po necie szukając jakiś nowych informacji na temat dzisiejszej polityki(czy przypadkiem Lepper znów kogoś nie zgwałcił, czy jaki chu...). Niczego konkretnego sie nie dowiedziałem i znudzony poszedłem czytać książke. W międzyczasie przyszła mama. Tak sobie spokojnie czytałem, aż tu wkońcu przeraźliwy ryk z dołu:
-"Maciek! Obiad!"
Zrobiłem książce pauze i poszedłem na obiad. Miałem do spożycia wcześniej wspominane mielone, a raczej mielony. Zjadłem go i znów zabrałem się za czytanie. Właściwie to rzadko kiedy czytam książki, no ale ta mnie naprawde wciągnęła(czytam ją już drugi raz). Skończyłem czytać w momencie, kiedy głównemu bohaterowi krasnoludy uświadomiły że go nie lubią. Była to godzina 17. Przypomniało mi się, że nazajutrz ide do szkoły. Tak więc zarałem się za przeglądanie zeszytu z polskiego, jednak po 5 minutach mnie to naprawde znudziło. Znów znudzony ide pooglądać TV. Leciał właśnie jakiś popieprzony teleturniej, Ciemna Gra, czy jakoś tak. Prowadzący robi w chuja graczy wciskając im marną kase za koperty z wielkimi pieniędzmi. Typowe jak na polske, właściwie mnie to nie dziwi. Chyba nawet zasnąłem w połowie oglądania tego gówna. Obudziłem się koło 18. Ide sobie zrobić herbate. Nagle rodzice zaczeli mówić jaki to ja jestem niedobry i że nic nie robie prócz grania w 'te' głupie gry. Przejmował bym się, gdybym był winny tych oszczerstw. Ale dałem satysfakcje rodzicom i poszedłem włączyć komputer. Weszłem na livescore.com i przypomniało mi się że gra Wisła Kraków z Feynordem Rotterdam. Wystarczy remis, aby wiślacy przeszli dalej w UEFIE. Zapowiada się ciekawy mecz. Pogadałem jeszcze chwilkę z kumplami z klasy. Powiedzieli mi to i owo o szkole. Tak sobie gadałem, aż do teraz. Przypomniało mi się o tym blogu i napisałem tę notke. Teraz ide obejrzeć troche Wiecznego Studenta na POLSACIE, a później mecz. Tak więc tyle na dzisiaj.

PS: Miejmy nadzieje że Wisła Kraków wygra.

magiq 2006-12-13 20:38:15
skomentuj (0)
---------------------------------------
sluchajcie, to co bylo przed ta notką, to były bezsensowne lata mojej młodości i idiotyzmu. Od teraz bede pisal to co jest teraz, bo to co bylo, bylo dawno i jest nieprawdą. Wiec here we go
magiq 2006-12-13 20:10:45
skomentuj (0)
Ops! I did it again!
Heh, niezły zastój. Sorki, ale ostatnio totalnie pochłoneła mnie gra tibia. Nie moge sie oderwać od monitora ;p. A pozatym, to dla mnie dzisiejszy dzień jest ostatnim dniem wakacji ;p. Pada śnieg, wiatr wieje,"..." ;p. Ciekawe co by tu zmienić. Myśle nad dezajnem, ale mi sie nie chce robić (tz klikac dwokrotnie na ikonke ps i psp). Leniuch ze mnie aye ;p. Gdyby było lato, to bym se przynajmiej na desce pomykał, a tak to gram w ten szit ;p. No ale- jeszcze tylko...3,5 miesiąca ;p(!!). O szit- musze se zciac włosy ;p. Z tym afro jak jakis "ambasador" jamajki wyglądam ;p. Kończe bo zara mi sie cos z palcem stanie ;p(przeciążenie ;p). See ya' ziomy- nich mentos będzie z wami ;p.
magiq 2004-02-29 17:12:08
skomentuj (0)